Quentin 2015 (1): Smocze Dziecię

quentin

Przygoda Marka Golonki do darmowej mechaniki Adventurers – link.

Poniższy post zawiera srogie spoilery.

Uczciwe, prostolinijne fantasy. W Smoczym Dziecięciu jeden gracz gra wybrańcem – młodzieńcem walczącym ze złem, a drugi jego mentorami i przyjaciółmi, którzy w najlepszej tradycji Gwiezdnych Wojen zmieniają się jeden po drugim. Bohater wędruje po stereotypowym królestwie, by obalić równie stereotypowego złego tyrana i jego hordy orków. Taka fabuła powinna sprawdzić się na sesji naprawdę dobrze – po części dlatego, że w RPG dużo częściej serwuje się Sapkowskiego i Martina, niż George’a Lucasa, po części dlatego, że technicznie jest bardzo solidnie poprowadzona. Źli cały czas następują bohaterom na pięty, Zły Tyran pojawia się osobiście w co drugiej scenie (przez co gracze będą mieli z nim mocno na pieńku, kiedy wreszcie dadzą mu łomot w finale), jest trochę walki, trochę gadania, jest klasyka gatunku, czyli magiczna broń i latanie na smoku. O ile się nie mylę, nie ma nic zbędnego – każda scena wpisuje się w archetypiczną historię o ratowaniu świata.

Największy potencjał w Smoczym Dziecięciu mają interakcje między dwoma graczami – jeśli gracze poczują konwencję i tchną życie w Protagonistę i jego towarzyszy, będą mieli rzadką okazję stworzyć opowieść o dorastaniu i odegrać nietypowe relacje miedzy bohaterami. Zwykle w erpegach drużyna to sojusznicy, równi sobie towarzysze broni, w Smoczym Dziecięciu to mistrz i uczeń, opiekun i podopieczny. Od graczy zależy, czy wzrost Protagonisty sprowadzi się do rosnącej umiejętności walki mieczem, czy przeżyje on jakąś przemianę jako osoba.  Jeśli gracze nie poczują konwencji – powstanie może nie wyjątkowa, ale całkiem przyjemna sesja o walce z orkami.

Dobry trik w scenariuszu to dopasowanie opisów do tego, jak doświadczony jest bohater. Im silniejszy jest Protagonista, tym mniej strasznie będą opisywani przeciwnicy. Warto ukraść do własnych sesji!

Smocze Dziecię to trochę taka Lady Blackbird – okazja do rozegrania jednostrzałowej sesji z mnóstwem przyjemnych, dobrze znanych wątków. I w jednym, i w drugim przypadku najciekawsze będzie to, co będzie się działo między bohaterami graczy. W Lady Blackbird można grać bez przygotowania, Smocze Dziecię jednak zyska na kilkunastu minutach na przeczytanie całości i zakreślenie flamastrem co ważniejszych elementów fabuły, żeby MG nie musiał podczas sesji szukać w scenariuszu, co dzieje się w kolejnej scenie.

W każdym razie – poprowadziłbym.

(Sam Marek zaczął pisać na swoim blogu o Quentinie. Zaczął od omówienia swojego drugiego scenariusza – Złodzieja Czasu – link).

Advertisements
This entry was posted in rpg and tagged , . Bookmark the permalink.

2 Responses to Quentin 2015 (1): Smocze Dziecię

  1. Dziękuję bardzo za recenzję! Bardzo miło mi przeczytać, że Dziecię dobrze przekazuje wszystko, na czym mi w nim zależało – nacisk na interakcję między graczami, stopniowe dorastanie głównej postaci i wyraźną walkę dobra ze złem.
    Na konkurs wysłałem wersję bez testów, wreszcie poprowadziłem tę przygodę tydzień temu. Wyszło, że sporo rzeczy działa naprawdę dobrze, ale trzeba uważać z tempem – postaci muszą mieć czas, by się zapoznawać – i może dodać trochę więcej wyzwań niebojowych czy wręcz scen bez wyzwań. Opiszę to na blogu, gdy skomentuję scenariusze innych.

    Like

  2. Pingback: Quentin 2015 (5): Nawałnica Horrorów | krokodyl z oczami na szypułkach

Skomentuj

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s