Bezdroża Shyish (5): Człowiek i nie-ludzie

Kiedyś byłem dzwonnikiem w kościele Mora. Gdy wybuchła zaraza, zostawiłem żonę i dzieci i podążyłem za orszakiem upiorów. Dziś mój dzwon obwieszcza ich przyjście.

Przez te wszystkie lata dręczyła mnie jedna myśl.

Czy naprawdę uciekłem przed zarazą? Czy może sam stałem się jednym z umarłych?

Ich skóra ma barwę kory. Jeśli zwierzęce pyski niektórych z nich są maskami, nie wiemy, jakie kryją twarze. Starcy ani widma nie pamiętają, czy byli tutaj przed nastaniem chaosu, czy przybyli wraz z nim.

Przemykają w cieniu drzew. Porywają ludzi. Obozowiska wśród leśnych mogił znaczą ogryzionymi kośćmi.

Między sobą rozmawiają w wymarłym języku. Ponoć uważają się za członków starego, możnego rodu, nieznanego kronikarzom. Ale czymże jest krótka pamięć kronik wobec ogromu dawnych światów!

Advertisements

Skomentuj

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s