Lubię Jesienną Gawędę

Nie ufajcie czarnej propagandzie, nie słuchajcie niedowiarków. Trzewiczek miał rację, a Jesienna Gawęda jest spoko.

Chcemy grać w emocjonujące sesje. Może nie wszyscy z nas, ale większość. Jesienna Gawęda jest o tym, jak to zrobić. Przez 10 artykułów Ignacy Trzewiczek bierze na warsztat Warhammerowy Stary Świat, a przy okazji tradycyjne RPG o poszukiwaczach przygód, najbardziej banalne i zgrane. I wyciąga z nich emocje do bólu.

W Jesiennej Gawędzie dobrze znane motywy są przerabiane i przedstawiane w takim świetle, żeby wydobyć z nich dramatyzm, konflikt, nieszczęście. To nie sadyzm, to dobry warsztat pisarski. Jak radził pewien pisarz, “żeby napisać dobre SF, należy wymyślić jakąś technologię, a potem zastanowić się, kto przez nią będzie nieszczęśliwy”. Nieszczęściem się emocjonujemy, dobre newsy mało kto czyta.

Jednym ze sposobów na wyciągnięcie ze świata dramatyzmu jest potraktowanie go na poważnie. Zapełnienie problemami, którymi sami się przejmujemy. Przyjęcie, że tak jak w życiu, w Starym Świecie ludzie kierują się często wyłącznie własnym zyskiem, chorują i umierają, popełniają zbrodnie, a raz pokonane zło powraca.

Przywykliśmy do tradycyjnych elementów standardowego, Warhammerowego fantasy. To dla nas klisze. Dzielni poszukiwacze przygód, pijane krasnoludy, paniczykowate elfy. Trzewiczek zgaduje, co mogą mieć w głowach i jakie mogą mieć problemy. I widzi zgorzknienie nieustającą nawałą wrogów, rozpacz topioną w kuflach piwa i wyobcowanie.

Swoją drogą, to samo zrobił James Gunn w jakże mrocznym i ciężkim filmie, w “Strażnikach galaktyki”.

„Nie prosiłem się o to, żeby mnie zrobili! Nie prosiłem się, żeby kroili mnie na kawałki, składali z powrotem i przerobili na monstrum!”

Trzewiczek pokazuje, jak podporządkowywać sesje jednej tematyce, klimatowi i konwencji. Jak walka, bitwa, typowe postacie niezależne – kapłani i czarownice – mogą budować nastrój. Pokazuje, że takie stałe fragmenty gry mogą być po coś, a nie tylko dlatego, że tak się przyjęło i że były gotowych przygodach.

Jesienna Gawęda wybiera sobie nastrój mroczny i ponury, ale szlak został przetarty. Idąc śladami Trzewiczka można spojrzeć na świat Warhammera (albo dowolnego erpega) z nowej perspektywy i wyciągnąć zupełnie inny, ale równie konsekwentny klimat. Można by ze Starego Świata zrobić renesansowego Władcę Pierścieni, opowieść o ludziach żyjących na uboczu walki Ładu z Chaosem jak mieszkańcy Bree, o dotkniętym obłędem szlachcicu i jego grubym słudze pokonującym Ciemność.

Trzewiczek pokazuje, jak sesje można tworzyć celowo, starannie konstruując nastrój, tak, jak się pisze powieści i kręci filmy. I zwraca uwagę na środki wyrazu, jakie może wykorzystać MG. Ton głosu, zarażanie entuzjazmem, robienie show. Nawet niesławne wrzaski i ogłuszająca muzyka. Język.

Swoją drogą, Trzewik w artykułach sam robi show: pisze bardzo retorycznie, z zapałem i dramatyzmem. “Musisz”, “nie możesz”, “bohaterowie muszą zginąć”… Oczywiście, że nie musisz, możesz, a zabijanie BG bez względu na to, co zrobią gracze jest, delikatnie mówiąc, kontrowersyjne. Jesteśmy dorośli*. Ale na tym polega robota narratora, Mistrza Gry, pisarza, reżysera, żeby przejąć i zrobić wrażenie na odbiorcy. Żebyśmy, gdy w Matriksie Neo staje do walki z Agentem Smithem, czuli: “Neo ma przerąbane”. Wbrew logice, nawet jeśli wiemy, że główny bohater raczej nie zginie w połowie filmu.

Gdy ktoś przestanie się martwić trybem rozkazującym autora, w Jesiennej Gawędzie jest dużo dobrych pomysłów do podebrania. Trzewik pokazuje perspektywę, z której bohaterowie Warhammera, nieznośnie trudni do zabicia (walka dwóch początkowych postaci w pierwszej edycji trwa z 10 rund), robią wrażenie kruchych i zagrożonych. Opowiada o zużywających się magicznych przedmiotach, jak w Numenerze. Pokazuje, jak przerażającym wrogiem może być zły kult, choćby żaden kultysta nie trzaskał pięciu ataków na rundę.

A umieranie w błocie, groteskowe urealistycznianie mechaniki, pozwalanie kobietom wyłącznie na granie pasterkami i całe sesje poświęcane zakażonej, złamanej nodze bohatera? W Jesiennej (a przynajmniej w zbiorczym wydaniu) Trzewiczek o niczym takim nie pisał.

Pisał za to, że najważniejsze na sesji są wybory, że miał w Monastyrze bohaterkę-żołnierkę i że ideałem dla klimatycznego zakończenia sesji jest dla niego finał Blade Runnera.

Czego i Wam życzę.

____

*czy Trzewik też tak myślał? Nawet jeśli nie, to nie jest marna lekcja polskiego i nie musimy się przejmować tym, co autor miał na myśli.

Advertisements
This entry was posted in rpg. Bookmark the permalink.

10 Responses to Lubię Jesienną Gawędę

  1. SOS WekTa says:

    Fajny tekst, Gawęda jest spoko, została tylko niesławnie zmitologizowana.
    W kontekście Festynu w Oberseet powiem tylko, że bardzo podobała mi się Gawęda o Skavenach, opublikowana już chyba już w którymś Piracie (o tym że Skaveny jako zagrożenie powinny być tylko odczuwane, zauważana na granicy widoczności), która zainspirowała mnie do stworzenia tego scenariusza (swoją drogą muszę wreszcie przerobić końcówkę):
    https://drive.google.com/file/d/0B6aVlqSA-KmkZnpFcXpZMmhCSUE/edit
    http://rpgkonkurs.blogspot.com/

    Pozdrówki

    Like

    • Michał Laskowski says:

      Dla szukających tekstu o Skavenach: Gwiezdny Pirat nr 10 (01/2005). A ze mnie się śmieją że wyciągam teksty-starocie ;]

      Jesienna Gawęda to specyficzna rzecz. Teksty inspirujące, przejaskrawione i świetne do czytania. Niechlubne chyba dlatego że odbiegające w użyciu od większości typowych materiałów do RPG (najbliżej jest inspiracja JG, czyli wspomniany cykl “Play Dirty” J. Wicka). Niestety wspominana poniżej “sesja w 100% nasączona JG” jest potworem który będzie straszył w świadku RPG jeszcze przez lata.

      Dla tych którzy nie czytali: koniecznie spójrzcie “O wyborach”. Świetny tekst który warto mieć w głowie zawsze gdy trzeba znienacka poprowadzić.

      Liked by 1 person

  2. Se'Bastian says:

    Z Jesienną Gawędą jest podobnie jak z “Play Dirty” Wicka. Choć to może raczej przypadłość obu autorów. Obaj piszą generalnie o tym samym. Jak wykorzystywać świat (Trzewik) czy informacje na karcie postaci (Wick) by prowadzić emocjonujące sesje. Oczywiście część ludzi zobaczyła w tym informacje “jak gnębić graczy”. Bo jednak pewne tematy na sesjach należy wprowadzać z wyczuciem.

    Like

  3. Oel says:

    Bardzo udany esejik. Szanuję też pójście pod prąd względem fandomowych trendów.

    Jak dla mnie, o ile naśmiewanie się z JG było całkiem zabawne, dopóki brali w nim udział ludzie znający teksty Trzewika, to zaczyna mnie męczyć, odkąd co i raz powiela się i paple niesprawdzone stereotypy. Wymieszajmy w jednym kotle Jesienną Gawędę z jakąś wydumaną “polską szkołą grania”, znęcaniem się nad graczami i patologicznym (jakoby) graniem przez 20 lat w Warhammera na houserulach i hop! – mamy “jesiennego Warhammera”, słowo klucz, przystające do każdego tematu i wyjaśniające wszelkie wątpliwości!
    Przyznam, że jak ukazywały się teksty Trzewika o JG, to akurat kończyłem swoją przygodę z Młotkiem. Mogłem przegapić jakiś istotny trend. Niemniej pamiętam, że artykuły odbierałem jako zabawne i odświeżające. A w każdym razie – świetnie napisane.

    Like

  4. Shockwave says:

    Zgodzie się, że można wyciągnąć z JG pozytywne rzeczy. Jeśli tylko przymkniemy oko na tę górę szajsu, przed którą stoimy, to znajdziemy w niej trochę ładnego brokatu. A w tej górze kamieni dużo. “Bezsensowne walki z Tabeli Spotkań nigdy nie będą emocjonujące, MG musi to przygotować w scenariuszu”, “Twórcy gry celowo umieścili w grze tylko kilka magicznych przedmiotów” to tylko szybkie przykłady z brzegu, pokazujące że trzewik sam do końca nie ogarniał o czym pisze i prawdopodobnie od bardzo dawna nie miał w ręku podręcznika (jeśli w ogóle go kiedykolwiek przeczytał w całości). Trzewiczek pisał wiele rzeczy, twierdził że ważne w grze są wybory, choć w jego Jesiennej Gawędzie i przygodach do Monastyru te wybory nie mają żadnego znaczenia – wszak Mistrz Gry przygotował scenariusz i sam dokonał już wyboru, dla graczy jest on tylko iluzoryczny.

    Nie mam wielkiego żalu do Ignacego o ten cykl, w tamtych czasach mało kto wiedział jak używać Warhammera. Ludzie mogą grać jak chcą, ale gdyby mi dzisiaj ktoś zaproponował sesję w 100% nasączoną JG, to bym dość zdecydowanie odmówił. Nie potrzebuję wciskania graczy w tory, udawania że mają realny wybór, planowania wszystkiego i wrzeszczenia ludziom do ucha, żeby sesja była poważna, nastrojowa i emocjonująca.

    Like

    • Mam trochę przemyśleń o wyborach w przygodach Trzewiczka i innych klimaciarskich railroadach, ale to materiał na osobną notkę.

      Trzewiczek mógł inaczej rozumieć podręcznik albo mógł świadomie się nim nie przejmować. Cokolwiek robił, prawdopodobnie działało dla niego i jego graczy.

      Jeśli chodzi o spotkania losowe, JG woli emocje i celowość od nieprzewidywalności i przypadku. To nie dla każdego, ale mi się podoba (próbowałem i celowości, i oldschoolowych spotkań losowych).

      Like

      • Shockwave says:

        Celowość. Emocje pojawiają się w obu przypadkach. Spotkania losowe nie są automatycznie związane z brakiem emocji. Szczególnie gdy awanturnicy już zapuścili korzenie w settingu i zaczynają wchodzić w interakcję z frakcjami. Wtedy spotkanie ze znienawidzonymi strażnikami miejskimi, którymi może dowodzić osobisty wróg bohaterów, też wzbudza emocje. Trzewik nie wiedział o czym pisze, jak wszyscy w Polsce tamtego okresu, i automatycznie zakładał, że spotkania losowe to tylko głupia nawalanka.

        I nie wiem tak naprawdę co działało na jego graczy. Powiem szczerze, że od długiego czasu mam wrażenie, że to całe klimaciarstwo trzewika to iluzja. Na papierze wszystko wygląda wspaniale, a jak było przy stole? Ja nie wiem, ale tak się składa, że mój szwagier grywał w Gliwicach z trzewikiem (lol, serio). Wiesz co? Twierdził, że to były zwykłe, przeciętne sesje – bez wrzeszczenia do uszu, tajemnych zagrywek, cudownych trików legendarnego MG i wyciskających łez z oczu i krew z zada emocji. Papier wszystko przyjmie.

        Like

      • Świadectwa z pierwszej i drugiej ręki zawsze cenne!

        Przy czym klimaty okołogawędowe faktycznie się sprawdzają, przynajmniej mi.

        Oczywiście spotkania losowe nie wykluczają emocji, ale czasem ma się ten wybór: albo rzucę kością, mogę dostać fajnych znienawidzonych strażników albo nudne k6 szczurów; albo z automatu posyłam na graczy strażników.

        Like

Skomentuj

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s