Broodmother Skyfortress

broodmother-coverBroodmother Skyfortress to wydany niedawno scenariusz do Lamentations of the Flame Princess i tym podobnych gier oldschoolowych. Autor prowadzi dość znanego bloga Jeff’s Gameblog, sam scenariusz również zdobywa uznanie. Kupiłem, przeczytałem, recenzuję.

Nad krainą, w której aktualnie są gracze, pojawia się latająca forteca olbrzymów (słonio-rekino-centaurów), które dewastują okolicę. Sama przygoda to opis fortecy i olbrzymów (ok. 70 stron) i porady dla MG (drugie tyle).

To porady są najciekawsze. Jeff pisze, jak bezproblemowo improwizować zasady, wykorzystywać mechanikę (statystyki olbrzymów są inspirowane Przedwiecznymi z Zewu Cthulhu), rozwijać fabułę i radzić sobie z tremą, a równocześnie co robić, żeby gracze dobrze się bawili. Na luzie, bez zadęcia, bez nadmiernego wysiłku. Brzmi bardzo zachęcająco, tak mógłby prowadzić erpegi Dude z Big Lebowskiego. Ma nawet szanse ruszyć twarde serce emerytowanego erpegowca.

Sam scenariusz to typowy dungeon… co niewiele znaczy, bo mamy o dużo za dużo definicji dungeonów. Więc tak: zamiast fabuły i chronologii jest mapa z legendą, opis BN-ów i parę losowych tabel. Kolejne miejsca w latającej fortecy – silniki, grobowce, posągi, legowiska – działają jak części maszyny, które gracze i przypadkowe wydarzenia mogą wprawić w ruch. Jest ich na tyle dużo, że powinny szybko popchnąć akcję w nieoczekiwaną stronę. Zwłaszcza, że nie ma oczywistego sposobu na pokonywanie przeszkód w przygodzie, same olbrzymy są zbyt silne, żeby je od tak pozabijać.

Dodatkowo scenariusz dobrze sobie radzi z dwiema rzeczami, z którymi miałem problemy w oldschoolu. Po pierwsze, ma duży rozmach. To nie jest kolejna wyprawa po k100 sztuk złota, tylko ratowanie świata. Po drugie, rzuca pulpowym dziwactwem na prawo i lewo – od samych olbrzymów, przez zdegenerowanych troglodytów, po kosmicznych bogów Jacka Kirby’ego – ale daje się to dziwactwo wziąć na serio. MG będzie mógł zrobić z tego i Flasha Gordona, i Gwiezdne Wojny.

Minusy? Organizacja nie jest idealna (trzeba by zrobić notatki przed poprowadzeniem). Poza tym mógłbym się obyć bez 1/3 podręcznika: statystyk do Pathfindera, przedruków z bloga Rientsa, paru ilustracji w stylu Kirby’ego, bardzo ładnych, ale niespecjalnie związanych z przygodą (Jeff Rients w stroju dr. Stragne’a i tym podobne).

Czy warto? Jeśli szuka się inspiracji i nowych stylów gry, bardzo warto. Jeśli chce się mieć niezły scenariusz do poprowadzenia, też warto. Uzyskanie takiego zagęszczenia dobrych pomysłów i użytecznych elementów dungeona nie jest oczywiste. Równocześnie Jeff wtajemnicza w swój warsztat i daje zastrzyk pewności siebie, zachęca, żeby samemu napisać i poprowadzić coś równie dobrego.

Advertisements
This entry was posted in rpg and tagged . Bookmark the permalink.

Skomentuj

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s